Posted on : 23-Apr-2009 | By : admin | In : Artykuły
W left 4 dead możemy zapomnieć o samodzielnych wypadach typu rambo i zabijaniu tych tysięcy potworków samemu. Wystarczy jeden silniejszy (smoker czy hunter) i jest po nas, jedynym ratunkiem może się okazać przyjaciel, który podbiegnie do nas na czas, czy też ostrzela atakującego nas stwora na odległość. Lepiej byłoby zrobić to tak, abyśmy nie stracili zbyt wiele życia – jednak jest to niebywale trudne. Bo jeżeli chcemy podibec, to niestety musimy się liczyć z tym, że nie dość, że tracimy czas do dojście. Oprócz tego jest nas jedynie czwórka, a jeżeli połowa z nich nie strzela to siła naszego oporu spada diametrnalnie.. połowę. A też nie zawsze warto pobiec, gdyż może się okazać, że mniej życia byśmy stracili, przyjaciel szybciej by się uwolnił i dołączył do nas.
Ale jest inny sposób – możemy po prostu pobawić się w „snajpera” po prostu zabijając potwora, który sprawia kłopot przyjacielowi. Jednak musimy się liczyć z tym, że po nasze kule mogą po drodze spotkać zombie, nie przechodząc za daleko, a pozatym najważniejszy problem – co, jeśli zamiast uratować przyjaciela zabijemy go? Wtedy raczej sytuacja będzie fatalna, bo wszyscy, którzy w tą grę grali wiedzą, że jeden mniej – mamy przesrane.